W swojej praktyce adwokackiej wielokrotnie spotykałam się ze źle zaplanowanymi rozwodami: z błędami, których skutki ciągnęły się za rozwodzącą się osobą przez lata.

Oto trzy, z którymi spotykam się najczęściej.

1. Założenie, że na pewno uda się zawrzeć kompromis.

Wiele osób wierzy, że rozwód bez orzekania o winie albo z winą obu stron jest zawsze najlepszym rozwiązaniem. Tymczasem takie rozstrzygnięcie ma także skutki alimentacyjne. Były małżonek, który nie został uznany za wyłącznie winnego i znajduje się w niedostatku, może żądać alimentów w granicach swoich usprawiedliwionych potrzeb oraz możliwości zarobkowych i majątkowych drugiej strony. Jeśli zobowiązany nie został uznany za winnego, obowiązek co do zasady wygasa po pięciu latach od orzeczenia rozwodu; w wyjątkowych okolicznościach sąd może na żądanie uprawnionego przedłużyć ten termin. Przy winie obu stron nie ma tego pięcioletniego ograniczenia. Obowiązek wygasa również, gdy uprawniony zawrze nowe małżeństwo. Odrębna zasada dotyczy wyłącznej winy jednej strony: niewinny małżonek może żądać odpowiedniego wsparcia także bez niedostatku, jeśli rozwód istotnie pogorszył jego sytuację materialną (art. 60 KRO).

2. Założenie, że prawda sama wyjdzie na jaw.

Sąd nas nie zna i nie zna naszego życia. Dlatego fakty istotne dla sprawy należy jasno przedstawić i poprzeć odpowiednimi dowodami. Dokumenty, zeznania świadków i inne dowody pomagają sądowi ustalić przebieg zdarzeń oraz ocenić stanowiska stron.

3. Występowanie bez zawodowego pełnomocnika.

Proces sądowy rządzi się własnymi regułami. Poszczególne słowa mają w nim swoją wagę i nie zawsze znaczą to samo, co w języku potocznym. Zawsze warto mieć pełnomocnika: pomaga bronić własnego stanowiska i ułatwia sądowi przeprowadzenie postępowania rzetelnego wobec obu stron.

Autorka: adw. Katarzyna Gorgol Pryczynicz